Menu

niedziela, 10 maja 2020

1.3. To tylko dziecko

    Dla Sasori'ego nagle wyglądała na starszą. Mimo jej niskiego wzrostu i oczywistego młodego wieku wciąż widział wojnę wyrzeźbioną w jej kościach i zmęczenie płynące w oczach. I...coś jeszcze, czegoś, czego nie mógł zdefiniować...Strach? Lęk ?

OPOWIADANIE NIE NALEŻY DO MNIE, JEST TO TYLKO MOJE TŁUMACZENIE.
Autor : writer168
Tytuł oryginału: Stumble
Link do oryginału: [LINK]
Opis autora: Sakura chciała umrzeć. Sasori nie miał nic przeciwko pozostaniu martwym. Ale wydawało się, że los miał dla nich inne plany, ponieważ kiedy budzą się młodsi, z krwią plsującą w żyłach, muszą pamiętać, jak żyć.
Dziękuję autorowi za zgodę na tłumaczenie ♥

Rozdział 3
To tylko dziecko

Właściwie dwa tygodnie później Sasori udał się do Konohy. Była druga w nocy, kiedy przybył do jej mieszkania, gdzie znalazł ją zakopaną w zwojach i ubrudzoną atramentem. Powitała go machnięciem ręki, gdy usiadł obok niej na jej łóżku.
- Witaj ponownie, Sasori-san - powiedziała, nie podnosząc wzroku znad tego, co robiła - Co zajęło ci tyle czasu, aby się tu dostać? 
- Orochimaru i Kisame byli przekonani ,że jestem pod jakimś genjutsu lub że się pod siebie podszywam i czuwali nade mną przez cały tydzień po tym, jak powiedziałem im, że mimo wszystko nie zamierzam przenieść się do mojego marionetkowego ciała. Byli raczej...przerażeni...kiedy powiedziałem im, że nie zamierzam tego robić, ponieważ życie to coś więcej niż próba życia wiecznego.
Podniósł wzrok i zobaczył, że Sakura przerywa pracę i patrzy na niego z niedowierzaniem.
- Nie znam cię tak dobrze, ale też myślę, że jest coś nie tak z tym, co właśnie powiedziałeś. 
Sasori zachichotał lekko, sprawiając, że Sakura drgnęła z niepokojem. Gdyby była każdytm innym człowiekiem, założyłaby, że rzeczywiście był pod wpływem jakiegoś genjutsu lub ktoś się pod niego podszywa.
- Nie mógłbym tego lepiej ująć. Byłem w Pustce przez osiem lat, ale czas płynie tam inaczej. Równie dobrze mogło minąć osiemdziesiąt. Byłem sam ze swoimi myślami przez dziesięciolecia, zrozumiałem co zrobiłem źle. Po pierwsze, nie żyłem w pełni. Trzymałem się z daleka od innych, sam ze swoimi marionetkami. Ale teraz, gdy otrzymałem kolejną szansę, zrobię wszystko, czego nie zrobiłem za pierwszym razem - powiedział. Sakura zastanawiała się przez chwilę nad jego słowami, po czym zaśmiała się cicho i spojrzała na swoje zwoje.
- To niesamowite, jak bardzo śmierć może kogoś zmienić, hm?
Sasori spojrzał na nią zza ramienia i pozwolił sobie na zdziwienie. Na papierze były delikatnie malowane pieczęcie, których nawet on nie mógł rozpoznać. Każda linia została narysowana szczególnie ostrożnie, aby nie pozostawiać miejsca na zbłąkane ślady lub błędy. Był pod wrażeniem
- Więc co jest tak ważne, że musi powstrzymywać małą dziewczynkę przed snem? - zapytał. Posłała mu zirytowane spojrzenie, po czym wskazała na swój zwój.
- Ćwiczę pieczęcie ochronne. Kiedy znajdę Naruto, umieszczę je w jego oknach i wokół jego mieszkania. Ma tylko pięć lat i muszę się upewnić, że jest całkowicie bezpieczny- czekała, aż atrament wyschnie, po czym zwinęła go i położyła pod łóżkiem. Zamknęła atrament i zebrała pozostałe zwoje, zanim je schowała. Odwróćiła się całkowicie do Sasori'ego i skrzyżowała ze sobą nogi.
- Jakie informacje zebrałeś, Sasori-san?
- Akatsuki nie chcą mieć już Uchiha Itachi'ego w naszych szeregach. Według Orochimaru "Jest pacyfistyczny, a klan Uchiha jest dla wioski zbyt ważny". Jeśli to prawda, to masakra nie powinna stanowić problemu w przyszłości - poinformował. Westchnienie ulgi wydostało się z jej ust, gdy uniosła rękę, aby pomasować pulsujące czoło.
- Dzięki Bogu, Sasuke jest bezpieczny - wyszeptała. - Ze swojej strony nic nie mam. Jeśli coś znajdę, wyślę jedno z moich wezwań. Prawdopodobnie Kou-chan, kota hawańskiego. Jeśli będziesz nosił tą przywieszkę, będzie mógł cię zlokalizować. 
Sakura pochyliła się nad łóżkiem i zaczęła grzebać w szufladzie szafki nocnej, po czym wyciągnęła kolejną kartkę papieru pokrytą pieczęcią. Wziął ją delikatnie i przestudiował.
- Koty? Co się stało ze ślimakami?
- W tej chwili koty są bardziej...wydajne. Mogą być na widoku bez najmniejszych podejrzeń. Wiele z nich jest również związanych z Uchiha, dzięki ich pozycji u dostawcy broni klanu, Nekobaa. Mogę zbierać od nich wiele informacji, jeśli koty zrozumieją sytuację, w jakiej się znajdujemy. Nigdy nie możemy być zbyt ostrożni - wyjaśniła. Dla Sasori'ego nagle wyglądała na starszą. Mimo jej niskiego wzrostu i oczywistego młodego wieku wciąż widział wojnę wyrzeźbioną w jej kościach i zmęczenie płynące w oczach. I...coś jeszcze, czegoś, czego nie mógł zdefiniować...Strach? Lęk ?
- Rozumiem. Więc tutaj - dał jej prawie identyczną etykietkę - Zobaczysz moje wezwanie, Yori-san. Nie jesteś przeciwniczką skorpionów, prawda? - dokuczał. Sakura potrząsnęła głową, po czym jeszcze trochę potarła skronie. Sasori zmarszczył brwi, po czym odwrócił się, by spojrzeć na zegar.3:34. Musiał iść. Wstał, wyprostował kończyny i otworzył okno. 
- Sakura-san, wiesz, że wojna nigdy się tutaj nie wydarzyła. Twoi przyjaciele żyją, a wioska jest bezpieczna.
Westchnęła. - Wiem. 
- Nie musisz się martwić bardziej niż powinnaś. Znowu jesteś dzieckiem. Czy nie powinno ci się to podobać?
Spojrzała na siebie w lustrze po drugiej stronie pokoju, dostrzegając wory pod jej oczami i sztywną postawę. Przez moment widziała zmęczoną, pozbawioną nadziei dwudziestotrzylatkę. Przez sekundę w tle błysnął ogień, by zabrać ją spowrotem na to zapomniane przez Boga miejsce i ten okrutny, okrutny uśmiech...
- ...To trudne, Sasori-san.
- Wiem.
::
Później, rano, o odpowiedniej godzinie, Sakura przeszła normalną rutynę. Czekała, aż rodzice wyjdą i ukradkiem wyszła przez okno. Ostatnie dwa tygodnie okazały się bezowocne. Sama Konoha pozostała niezmieniona, każda ulica i sklep znajdował się w tym samym miejscu, w którym zawsze był. Widziała kilku swoich byłych przyjaciół wśród tłumu, ale poza tym tak naprawdę nie miała nic. 
Przeszła przez kilka placów zabaw, aby sprawdzić, czy nie znajdzie gdzieś swojego najlepszego przyjaciela. Przy szóstym zaczynała myśleć, czy nie powinna skończyć na dziś. Ale na siódmym zauważyła samotnego chłopca. Jedynego w okolicy. Był sam na jednej huśtawce z pochyloną głową i stopami wzbijającymi kurz.
Naruto...
Sakura podeszła do huśtawki i uśmiechnęła się.
- Cześć, jestem Sakura. Potrzebujesz kogoś, kto cię pohuśta? 
Naruto wzdrygnął się i uniósł głowę. Jego oczy zwęziły się nieufnie w kierunku dziewczynki, która od tak, dzielnie podeszła do niego, kiedy nikt inny tego nie zrobił. Ponownie utkwił wzrok na ziemi. 
- Jest okej. Po prostu lubię siedzieć sam- wymamrotał. Usiadła na huśtwace obok niego, z miłym uśmiechem na twarzy. 
- Dlaczego? - zapytała. - Założę się, że będziesz o wiele szczęśliwszy, jeśli będziesz miał z kim się bawić.
- Nikt mnie nie lubi, nie mam żadnych przyjaciół. Ale to dobrze, bo ja też nikogo nie lubię - narzekał. Sakura przypomniała sobie, jak trudny był Naruto w tym czasie. Dorośli zawsze patrzyli na niego z nienawiścią i obwiniali go o atak na wioskę, jakby to on był za to odpowiedzialny, a nie demon wewnątrz niego. Wszystkie pozostałe dzieci, pomimo ich wieku, unikały go jak zarazy. Sakura nie mogła powiedzieć, że nie była jedną z nich. 

- Spójrz, to Naruto!
- Wynoś się stąd, nikt cię tu nie chce, dziwaku!
- Właśnie, dziwaku!
- Mój tata mówi, że jesteś potworem!
- Moja mama mówi to samo, to musi być prawda!
- Potwór! Potwór! Potwór!
- Wybryk natury!

Niech ją piekło pochłonie, jeśli popełni ten sam błąd.
- Cóż, wyglądasz na miłego. Czy mogę być twoją przyjaciółką?
Głowa Naruto wystrzeliła w górę i skoczyła w bok, niebieskie oczy były szeroko otwarte, podobnie jak usta. Zacisnął dłonie na metalowych łańcuchach huśtawki.
- Ty...Po prostu ze mną zadzierasz, prawda? - oskarżył ją, zeskakując z huśtawki i ze złością wskazując na nią palcem. - Nikt nie chce się ze mną zaprzyjaźnić, ttebayo! A już zwłaszcza ktoś taki jak ty!
Sakura również wstała, ściągając brwi.
- Ktoś taki jak ja?
- Tak, ktoś taki jak ty! Ktoś taki miły i...i taki ładny! Prawdopodobnie masz wielu przyjaciół i robisz sobie ze mnie żart, bo jestem...MNĄ!
Odwrócił się i uciekł z placu zabaw, pozostawiając Sakurę z oczami błyszczącymi z szoku i determinacji.

::

Następnego ranka Sakura nie utworzyła klona i nie wyszła przez okno, jak to zwykle robiła. Po wyjściu rodziców większość dnia spędziła w kuchni, przygotowując w kuchni dwa bento. Kiedy Akiyama-san, starsza pani z sąsiedztwa przyszła, aby ją sprawdzić, spojrzała na dziewczynkę z zachwytem.
- Co to jest? Robisz coś dla siebie i przyjaciela, Sa-chan? 
Sakura kiwnęła głową, pochyliła ją na bok i podjęła szybką decyzję.
- Próbuję przekonać go, aby został moim przyjacielem. Nie ufa zbyt łatwo, ale nie mam o to pretensji. Ludzie go nienawidzą, a ja po prostu tego nie rozumiem. Słyszę to, co o nim mówią. Co jest takiego złego w Naruto? To tylko chłopiec i zawsze jest sam!
Akiyama-san uśmiechnęła się.
- Naruto? Uzumaki Naruto?
- Tak, myślę, że to jego nazwisko. 
Sakura czekała na gniewny komantarz lub wyraz obrzydzenia, ale dostała klepnięcie po głowie i cichy chichot.
- Ten chłopiec zasługuje na dobrego przyjaciela. Upewnij się, że wrócisz, zanim zrobią to twoi rodzice - powiedziała. Sakura zastanowiła się w myślach o łaskawej akceptacji Akiyamy-san i po raz pierwszy od dłuższego czasu opuściła mieszkanie w normalny sposób. Wróciła na plac zabaw, na którym wczoraj spotkała Naruto i zobaczyla go na tej samej huśtawce. 
- Ach, Naruto! - krzyknęła. Spojrzał na nią, krzywiąc się. 
- Ty z wczoraj! Czego chcesz?! Jeszcze trochę ze mnie pożartować?! - warknął. Jego oczy skierowały się na dwa pudełka bento w jej rękach i spojrzał na nie podejrzliwie. 
- Robiłam lunch i pomyślałam o tobie. Zastanawiałam sie, czy nie jesteś głodny...
Gniew natychmiast zniknął z jego twarzy.
- Jesteś...naprawdę posuwasz się za daleko w żartach, dattebayo - wymamrotał. Sakura potrząsnęła głową i usiadła obok niego, tak jak poprzedniego dnia.
- To nie żart. Naprawdę, naprawdę chcę się z tobą zaprzyjaźnić - powiedziała szczerze. Wyciągnęła jedno bento i zestaw pałeczek, chcąc mu je podać. Kiedy zabrał je od niej, wszystkie ślady nieufności zniknęły z jego twarzy, a on uśmiechnął się w ten wspaniały sposób, do którego Sakura była tak przyzwyczajona.
- Bardzo mi przykro, że wczoraj na ciebie krzyczałem, Sakura-chan - przeprosił, wkładając do ust kawałek tempury. - Po prostu nigdy przedtem nikt nie był dla mnie tak miły, z wyjątkiem staruszka. Ale pewnego dnia wszyscy będą mnie szanować, bo zostanę Hokage, tebebo!
Sakura uśmiechnęła się z nostalgią. Nie żyła wystarczająco długo, aby zobaczyć, jak spełnia swoje marzenie w innym świecie, ale tym razem to zrobi. Napewno. 
- Daj z siebie wszystko, Naruto.

::

Sasori siedział całkowicie zdezorientowany na spotkaniu Akatsuki.
Jesteśmy grupą najemników?



Podoba wam się relacja Naruto i Sakury? Bo jeśli tak, to będzie tylko lepiej :')


2 komentarze:

  1. Tak, Saku-chan, u go girl! To takie piękne, że postanowiła uratować Naruto przed samotnością. Bardzo mnie bolało, że w fandomie nikt tego nie zrobił. Bo okay, był Iruka, ale dopiero później. Kakashi? Dlaczego kakashi nic nie zrobił? Dobra, miał swoje demony, ale kura to był syn Minato, był mu to winien. Inne dzieciaki z akademii gdzie były? Nie mówie o tych, które się nad nimi znęcali. Np Shikamaru, w anime była scena, kiedy pytał ojca dlaczego wszyscy tak się zachowują przy Naruto i że on uważa, że jest głupkowaty, ale fajny. Dobra, był dzieckiem, ale był inteligentny, więc dlaczego nie pomyślał "nie ma nikogo, ja przy nim będę" zamiast tego okazjonalnie z nim rozmawiał i tyle. Jak dobrze, że tutaj ma Sakure.

    A pomysł kotów jako przyzwańców bardzo mi się podoba. Ślimaki są fajne, ale zawsze wolałam, żeby Sakura miała coś niebezpieczniejszego. W jednej z historii, które czasem wracają w mojej głowie (nie na tyle rozbudowane, żeby zrobić z nich fanfiki), Sakura podpisała pakt z wilkami! Nie psami, tylko wilkami, wiesz bardziej drapieżne itp xd

    Bużka~

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie podstawowe pytanie brzmi: gdzie, do cholery, był Trzeci? Ja po prostu nienawidzę tej postaci i NIC, ABSOLUTNIE NIC, nie jest mnie w stanie nawrócić. Miał zająć się Naruto, dzięki któremu wioska tak naprawdę nie zniknęła z powierzchni ziemi. To tylko dziecko było, a on zostawił go kompletnie samego. Co z tego, że od czasu do czasu go podglądał? Czemu nie zrobił nic z prześladowaniem i znęcaniem? Nie no, najlepiej sobie usiąść wygodnie ze swoim przyjacielem Danzo, ewentualnie popatrzeć na swoją pieprzoną kulę. Ja po prostu nie wierzę, że jako Hokage nie miał większej kontroli nad pewnymi sytuacjami (nie, absolutnie nie chodzi mi o Uchiha, W OGÓLE ).

    Więc tak, wylałam swoje gorzkie żale po raz kolejny. Na tą samą postać. I nie jest to Sasgej. OMG,źle ze mną XDDD

    OMG, w Homeward ona podpisuje kontrakt z wilkami właśnie. Albo jakimiś panterami. No takie kociopodobne, tylko, że bardziej niebezpieczne, you know XD.

    Chociaż, jeśli miałaby przyzwać Kota Demona, którego wychowuje Eleine, prawdopodobnie byłaby rozpierducha. Sasgej nie miałby szans, hehu.

    Buziaki

    OdpowiedzUsuń